piątek, 14 marca 2014

Od Dusta

          Spoglądam w zamglone, strome zbocza gór, które tak bardzo przypominają mi dawne miejsce zamieszkania - śmierdzącą trawą dolinkę, w której zabiłem swoją rodzinę. Gdy próbuję sobie przypomnieć ich miny, gdy krew wydzierała się z pękających żył... Robi mi się słabo. To okropny widok patrzeć, jak ukochane osoby zostają zabite przez własną rodzinę. 
"Zasłużyli!" myślę, bliski depresji. 
Tak, być może zasłużyli, ale ja nie jestem upoważniony do zabijania ukochanych, bliskich mi osób. Klątwa, którą odziedziczyłem po tzw. ojcu, dobija mnie, przygniata swoim ciężarem do granic możliwości. Nie potrafię już żyć normalnie, przekleństwo nałożone przez własnego rodzica nieco mnie przeraża i pcha w stronę przepaści. 
Stoję, pogrążony we własnych...myślach? Nie, ja już nie myślę. Słyszę nagle cichutki szmer wśród krzaków, a podmuch rześkiego wieczornego wiatru porywa moją grzywę w stronę Jeziora, które tak pilnie obserwuję. Odwracam się gwałtownie, by zbadać zagrożenie. Rżę cicho i posyłam ukrywającej się istocie mordercze spojrzenie. Już zamierzam ją zgładzić, gdy nagle czuję silny podmuch wiatru, który niesie piasek, podrażniając moje chrapy. Ponownie odwracam głowę, tym razem w przeciwnym kierunku i zamykam oczy, aby piasek nie pokaleczył również ich.
           Pamiętam ten typowy podmuch wiatru i woń...zapach świeżo otwartej rzeczy. Czułem to już wiele lat temu, gdy wędrowałem po nieokiełznanych stepach i lasach ziemi. Wtedy w powietrze wzlatywały ogromne jastrzębie, które od wielu godzin spoczywały w gnieździe, pilnując piskląt. Kierowały ten przecudowny zapach właśnie swoimi skrzydłami. Czy tym razem to też skrzydła ptaka?
           Pomimo kłujących ziarenek piachu wpadających mi wprost do oczu, odwracam głowę i patrzę na zwierzę unoszące się nad ziemią. Sylwetka konia. Ale...te skrzydła... 
"Czyli jednak skrzydła?" pytam sam siebie w myślach i czekam, aż przeciwnik rozłoży pióra w pełnej okazałości. Rozkłada. "Ha! Wiedziałem!" wzdycham ciężko, nie zdziwiony swoją celnością. Próbuję zobaczyć datę śmierci konia...nic jednak nie widzę. Skutecznie coś powstrzymuje moje zmysły. 
           Znów odwracam wzrok, ponieważ tym razem dostałem piórem w brew. Boli. Czuję, jak strużka krwi ścieka mi po powiece. Mrugam, by przemyć trochę ubrudzone oko. Udaję mi się, ale w zamian czuję potworne uderzenie w bok. Padam na ziemię, wierzgając nogami i ze świstem tnąc powietrze kopytami. 
-Kim jesteś? - słyszę niewrażliwy, dumny głos klaczy. Zwraca się do mnie? Tak, chyba tak.
-Zwiastunem śmierci - szepczę w ukryciu. 
-Pff - klacz rży z pogardą i składa skrzydła, tym samym lądując na ziemi. Słyszę odgłos jej kopyt na twardej granitowej skale. - Wstań i bądź nieco bardziej szczęśliwy. 
-Nie potrafię - odpowiadam stanowczo, próbując wstać, lecz chwilę po swojej odpowiedzi z powrotem uderzam o ziemię. Ramię wiatru uciska moją szyję, nie pozwalając na powstanie. 
-Haha - klacz śmieje się głośno, prawie zagłuszając odgłos spadającej z niebios wody. Właśnie z cumulonimbusów runął ulewny deszcz, zmywając z mojej sierści resztki kurzu. Klacz gwałtownie odwraca się i galopuje w stronę lasu. Patrzę. Tępo wbijam wzrok w jej znikający za drzewami zad. 
           I znów zostaję sam. 
           Lecz po chwili słyszę, jak zawraca. Słyszę stukot. Kopyta na piachu tworzą coraz to nowsze wzory. 
           Dostrzegam, jak podąża w moim kierunku. Znów rozkłada skrzydła.
           Myślę, jak to jest umieć latać. I czuję ten podmuch wiatru.
           Widzę, jak klacz zgrabnie podrywa swoje ciało do lotu, a po chwili i ja nie leże już na zimnej skale. Lecę. Trzymany przez klacz w niewidzialnym powietrznym koszyku, lecę. Szybuję nad chmurami i widzę ten wspaniały krajobraz.   
-Dołączasz? - pyta, doskonale wiedząc, że ja wiem co ma na myśli, lecz upojony tym wspaniałym widokiem, wonią świeżego powietrza, które brutalnie wdziera się do wnętrza mego nosa, wyduszam z siebie tylko niedbałe "yhym". 
           "A jednak mogę być szczęśliwy".

Nowy członek

Nasze stado zwiększa się o nowego ogiera - Zabójcę.
Witamy Dusta.
~Przywódczyni Adeline




Nowy członek

Nasze stado zwiększyło się o nową klacz - Medyka.
Witamy Shying.
~Przywódczyni Adeline

czwartek, 13 marca 2014

Otwarcie!

Stado Koni z Południa (horses-from-south) zostaje oficjalnie otwarte. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie na dużą dawkę zabawy!
Patatajujcie po stepach własnej wyobraźni.
~Przywódczyni Adeline